Podatkowy teatr legislacyjny, czyli jak rząd uczy się chodzić na nowo — i dlaczego zapłacą za to podatnicy
Wyobraźcie sobie, że architekt projektuje dom, potem na budowie zmienia się koncepcja, następnie inspektor nadzoru wycina fragment konstrukcji, a na końcu okazuje się, że fundamenty trzeba wylać od nowa — bo nikt nie sprawdził, czy ściany w ogóle się ze sobą połączą. Brzmi absurdalnie? Witamy w polskim procesie legislacyjnym w sprawie nowelizacji ustaw o PIT i CIT. Rząd właśnie ogłosił, że startuje od zera z pracami nad zmianami w podatkach, które mają wejść w życie 1 stycznia 2027 roku. Powód? Ustawa, która przeszła przez Sejm i Senat, jest tak poprzetykana błędami proceduralnymi, że bezpieczniej jest ją wyrzucić do kosza i napisać nową. „Mamy sytuację bez precedensu" — mówi Piotr Juszczyk z InFaktu. I ma rację, tylko że ten „bez precedensu" stan powtarza się w polskim prawie podatkowym z regularnością godną lepszej sprawy.
Dlaczego to ważne? Bo mówimy o skali podatkowej dla trzech i pół miliona podatników. O podwyżce CIT dla największych firm. O obniżeniu limitu ryczałtu dla tysięcy przedsiębiorców. To nie jest techniczna nowelizacja, którą można przepchnąć nocą między głosowaniami. To zmiana reguł gry na najbliższe lata — a reguły gry w podatkach muszą być przede wszystkim przewidywalne. Tymczasem dostaliśmy pokaz legislacyjnej improwizacji, w której Sejm dodał waloryzację progów, Senat ją wyciął i przywrócił podwyżkę CIT, a legislatorzy senaccy sami przyznali, że to drugie może być niekonstytucyjne. Kiedy organ ustawodawczy publicznie wątpi we własną zgodność z konstytucją, podatnik ma pełne prawo czuć niepokój.
Analiza prawna: gdzie dokładnie pękło
Zacznijmy od meritum, bo ono jest naprawdę interesujące. Projekt zakłada gruntowną przebudowę skali podatkowej z art. 27 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych. Dziś mamy dwa progi: 12 proc. do 120 tys. zł i 32 proc. powyżej. Od 2027 roku mają być trzy: 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. w przedziale 130–150 tys. zł i 32 proc. powyżej 150 tys. zł. Kwota wolna pozostaje na poziomie 30 tys. zł. Na pierwszy rzut oka — ulga dla klasy średniej, prawda? I tu jest pierwsza pułapka interpretacyjna. Podwyższenie pierwszego progu o 10 tys. zł to realna korzyść dla osób zarabiających w okolicach 120–130 tys. zł rocznie. Ale wprowadzenie stawki 24 proc. w przedziale 130–150 tys. zł sprawia, że część podatników, którzy dziś płacą 32 proc. tylko od nadwyżki ponad 120 tys., po zmianie zapłacą 24 proc. od szerszego przedziału — a więc efektywnie mogą wyjść na tym gorzej niż dziś. To klasyczny mechanizm „ulgi, która nie jest ulgą", znany doskonale z historii polskiego prawa podatkowego.
Do tego dochodzi kwestia CIT. Sejm wykreślił podwyżkę dla firm o przychodach ponad 50 mln euro, Senat ją przywrócił — i tu pojawia się zasadniczy problem konstytucyjny. Zgodnie z art. 121 ust. 2 Konstytucji RP Senat w ciągu 30 dni może przyjąć ustawę bez zmian, uchwalić poprawki albo ją odrzucić w całości. Ale granice poprawek senackich wyznacza zakres ustawy uchwalonej przez Sejm. Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 22 września 2006 r. (sygn. U 4/06) wyraźnie wskazał, że Senat nie może wykraczać poza przedmiot ustawy uchwalonej przez Sejm — poprawka senacka musi pozostawać w związku z treścią ustawy. Przywrócenie podwyżki CIT, którą Sejm świadomie wykreślił, to nie poprawka redakcyjna — to zmiana merytoryczna o charakterze ustrojowym. I sami legislatorzy senaccy to zauważyli. Kiedy legislatorzy własnej izby ostrzegają przed niekonstytucyjnością własnej poprawki, mamy do czynienia z sygnałem, którego nie wolno ignorować.
Drugi wątek proceduralny jest równie poważny. Ustawa — jak relacjonuje money.pl — przeszła przez rząd bez etapów, które normalnie wyłapują błędy: bez należytych konsultacji społecznych, bez rzetelnej oceny skutków regulacji, bez uzgodnień międzyresortowych na właściwym poziomie. To nie jest drobiazg. Art. 34 ust. 1 Regulaminu pracy Rady Ministrów oraz § 3 uchwały nr 190 Rady Ministrów z 29 października 2013 r. w sprawie Regulaminu pracy Rady Ministrów wymagają przeprowadzenia uzgodnień, opiniowania i konsultacji publicznych. Kiedy te etapy się pomija lub przeprowadza fikcyjnie, do parlamentu trafia produkt, którego nikt nie przetestował. A potem Sejm i Senat robią z nim to, co robią — i mamy to, co mamy.
Porównanie stanowisk: doktryna kontra praktyka
W doktrynie prawa konstytucyjnego spór o granice poprawek senackich jest stary jak III RP. Prof. Bogusław Banaszak wskazuje, że poprawka senacka musi być „funkcjonalnie związana" z ustawą sejmową — nie może tworzyć nowej regulacji. Z kolei praktyka parlamentarna pokazuje, że Senat wielokrotnie testował te granice, a TK nie zawsze reagował. Problem w tym, że nikt nie kwestionuje dziś samej instytucji poprawek senackich — kwestionuje się konkretny przypadek: przywrócenie przepisu, który Sejm wykreślił w głosowaniu. To nie jest poprawka, to jest rewizja woli Sejmu. A jeśli Senat może rewidować wolę Sejmu, to po co nam w ogóle Sejm?
Z drugiej strony pojawia się argument praktyczny, podnoszony przez resort finansów: lepiej napisać ustawę od nowa, niż brnąć w proces legislacyjny, który i tak skończy się przed Trybunałem Konstytucyjnym. I tu muszę przyznać rację — z punktu widzenia bezpieczeństwa prawnego podatników lepsza jest nowa, czysta ustawa niż ustawa z wadą konstytucyjną, która przez lata będzie wisiała nad podatnikami jak miecz Damoklesa. Tylko że to rozwiązanie ma swoją cenę: czas. A czasu do 1 stycznia 2027 roku nie jest wcale tak wiele, biorąc pod uwagę, że mamy jeszcze vacatio legis, konsultacje, notyfikację i całą machinę.
Aspekt praktyczny: co to znaczy dla Ciebie
Jeśli jesteś podatnikiem na skali — a jest nas trzy i pół miliona — twoje rozliczenie za 2027 rok zależy od tego, czy nowa ustawa zdąży wejść w życie i w jakim kształcie. Jeśli jesteś przedsiębiorcą na ryczałcie, musisz się liczyć z niższym limitem — a to oznacza, że część z was będzie musiała przejść na księgi lub skalę, co wiąże się z dodatkową księgowością i wyższymi kosztami. Jeśli prowadzisz dużą firmę — planowanie inwestycji na 2027 rok stoi pod znakiem zapytania, bo nie wiesz, czy zapłacisz CIT 19 czy 21 proc. A jeśli jesteś doradcą podatkowym, masz przed sobą kolejny sezon, w którym będziesz tłumaczyć klientom, że przepisy, które mieli stosować, właśnie przestały istnieć.
Opinia Libacjusza
Powiem wprost: to nie jest wina jednej partii ani jednego ministra. To systemowa patologia polskiego procesu legislacyjnego, w której podatki traktuje się jak materiał do szybkiego klejenia większości parlamentarnej, a nie jak fundament, na którym ludzie budują życie gospodarcze. Ustawa o PIT i CIT to nie ustawa o zmianie nazwy ulicy — to akt, który dotyka kieszeni milionów ludzi i decyzji inwestycyjnych firm. Tymczasem traktuje się ją jak projekt nowelizacji regulaminu stołówki sejmowej: szybko, bez konsultacji, a jak coś nie wyjdzie, to się napisze od nowa.
„Sytuacja bez precedensu" — powtarzam za Piotrem Juszczykiem. Ale precedensem jest nie to, że rząd startuje od nowa. Precedensem jest to, że przez tyle lat nie nauczyliśmy się, że prawo podatkowe wymaga szczególnej staranności. Że konsultacje to nie zbędny balast, tylko mechanizm bezpieczeństwa. Że Senat nie jest izbą refleksji, jeśli używa poprawek do rewidowania woli Sejmu. I że podatnik nie jest królikiem doświadczalnym w eksperymencie legislacyjnym.
Moja prognoza? Nowy projekt przejdzie, ale z opóźnieniem. Część zmian — zwłaszcza waloryzacja progów — zostanie okrojona lub przesunięta. A podatnicy znów dostaną komunikat: „prosimy o cierpliwość, pracujemy nad tym". Tylko że cierpliwość podatnika ma swoje granice — i te granice wyznacza nie konstytucja, lecz portfel.
Konkluzja
Zmiany w podatkach od 2027 roku to nie reforma — to naprawa błędów popełnionych wcześniej. Trzy progi PIT, wyższy CIT, niższy limit ryczałtu — każda z tych zmian ma swoich zwolenników i przeciwników, ale żadna nie powinna być wprowadzana w atmosferze proceduralnego chaosu. Prawodawca, który sam nie wie, czy jego ustawa jest konstytucyjna, nie powinien jej uchwalać. A my, podatnicy, powinniśmy wymagać od rządzących jednej rzeczy: przewidywalności. Bo w prawie podatkowym — jak w życiu — nic nie jest proste, ale jedno jest pewne: chaos kosztuje zawsze więcej niż porządek.
Źródła
- [money_podatki] Rząd startuje od nowa ze zmianami w podatkach. „Mamy sytuację bez precedensu": https://www.money.pl/podatki/rzad-startuje-od-nowa-ze-zmianami-w-podatkach-mamy-sytuacje-bez-precedensu-7347076316015040a.html
- [gazetaprawna] Zmiany w podatkach od 2027 roku. Nowe progi PIT, wyższy CIT i niższy limit ryczałtu: https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/11339794,zmiany-w-podatkach-od-2027-roku-nowe-progi-pit-wyzszy-cit-i-nizszy-limit-ryczaltu.html
- [interia_biznes] Chaos wokół zmian w podatkach. Resort finansów składa nowy projekt ustawy: https://biznes.interia.pl/podatki/news-nowy-projekt-ustaw-podatkowych-mf-chce-uniknac-zastrzezen-ko,nId,23567871
Powyższy artykuł ma charakter informacyjny i edukacyjny — nie stanowi porady prawnej.