Przejdź do treści
prawo

Rok UPA we Lwowie, czyli jak historia wchodzi Polakom i Ukraińcom do polityki przez okno

Libacjusz 23 października 2026
Rok UPA we Lwowie, czyli jak historia wchodzi Polakom i Ukraińcom do polityki przez okno

Wprowadzenie

Kiedy Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła, że rok 2027 będzie „Rokiem UPA", a patronami tej swoistej celebry mają zostać Roman Szuchewycz i Ołeh Olżycz, wiedziałem, że w polskim internecie rozpęta się piekło. I się rozpętało. Wirtualna Polska wybrała się do Warszawy, żeby zapytać Ukraińców mieszkających w Polsce, co o tym sądzą. Odpowiedzi — jak to w sondach ulicznych — były różne. Jewgienij, taksówkarz, powiedział wprost, że na całej sprawie korzysta Rosja, bo Kreml dostaje darmowy materiał propagandowy: „patrzcie, Polacy pomagają Ukrainie, a oni robią z UPA bohaterów". Część rozmówców nie potrafiła zająć stanowiska, inni mówili, że się nie znają na polityce. I to jest właśnie najciekawsze w tej całej historii — nie same odpowiedzi, ale to, co one mówią o stanie relacji polsko-ukraińskich.

Bo problem nie leży w tym, czy przeciętny Ukrainiec w Warszawie zna strukturę organizacyjną UPA i potrafi wymienić daty rzezi wołyńskiej. Problem leży w tym, że historia, która powinna być przedmiotem badań naukowych i spokojnej refleksji, nieustannie staje się narzędziem bieżącej polityki. A gdy historia staje się narzędziem polityki, prawo — międzynarodowe, konstytucyjne, administracyjne — zaczyna pełnić rolę, do której nie zostało stworzone: rolę rozjemcy w sporze o pamięć.

Zanim przejdę do konkretów, jedno zastrzeżenie metodologiczne. Nie jestem historykiem i nie zamierzam w tym tekście rozstrzygać, ile ofiar pochłonęła rzeź wołyńska ani jakie były motywy Szuchewycza. To zadanie dla Instytutu Pamięci Narodowej, ukraińskiego UINP i historyków akademickich. Ja jestem prawnikiem i interesuje mnie coś innego: jak polski i ukraiński porządek prawny regulują kwestie upamiętniania zbrodni, jak wygląda ochrona dobrego imienia narodu w prawie międzynarodowym i co z tego wszystkiego wynika dla zwykłego człowieka — także dla tego Ukraińca, który wczoraj wiózł mnie taksówką przez Mokotów.

Analiza prawna — co właściwie może rada obwodowa, a czego nie może

Zacznijmy od fundamentów. Lwowska Rada Obwodowa to organ samorządu terytorialnego szczebla obwodowego w Ukrainie, działający na podstawie ustawy „O samorządzie lokalnym w Ukrainie" z 21 maja 1997 roku (Відомості Верховної Ради України, 1997, № 24, ст. 170). Zgodnie z art. 43 tej ustawy, rada obwodowa może podejmować uchwały w sprawach dotyczących rozwoju społeczno-kulturalnego regionu, w tym w zakresie „zachowania i rozwoju dziedzictwa historycznego i kulturowego". Uchwała o „Roku UPA" mieści się więc — formalnie rzecz biorąc — w kompetencjach rady. To nie jest akt prawa powszechnie obowiązującego, nie tworzy norm dla obywateli, nie nakłada obowiązków. To akt kierunkowy, deklaracja polityczna o charakterze symbolicznym, która ma skutki głównie w sferze organizacji wydarzeń kulturalnych, edukacyjnych i budżetowych.

I tu pojawia się pierwszy problem, o którym polski czytelnik rzadko myśli. Uchwała rady obwodowej nie jest aktem prawa międzynarodowego ani nie wiąże Rzeczypospolitej Polskiej. Nie można jej zaskarżyć do polskiego sądu administracyjnego, bo polskie sądy administracyjne nie mają jurysdykcji wobec aktów organów obcego państwa. Nie można jej też zaskarżyć do sądu ukraińskiego na podstawie interesu prawnego Polski — Polska nie jest stroną postępowania administracyjnego w Ukrainie w takim trybie. Można co najwyżej — i to jest droga, którą teoretycznie mogłoby obrać MSZ — podnieść sprawę na forum dwustronnym, w ramach Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów RP i Ukrainy lub w trybie art. 34 Traktatu o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy z 18 maja 1992 roku. Ten ostatni przepis mówi o „podejmowaniu działań na rzecz zachowania i ochrony miejsc pamięci narodowej oraz grobów ofiar wojen i represji politycznych". Ale to przepis o charakterze programowym, nieoperacyjny. Nie przewiduje sankcji.

Drugi poziom analizy to polskie prawo karne. I tu sprawa jest poważniejsza, niż się wielu wydaje. Ustawa z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej — Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz.U. 1998 nr 155 poz. 1016, ze zm.) w art. 55 przewiduje odpowiedzialność karną za zaprzeczanie zbrodniom przeciwko narodowi polskiemu. Ale uwaga: ten przepis dotyczy zaprzeczania zbrodniom popełnionym przez nazistów, komunistów oraz osoby działające na rzecz obcych państw. UPA jako formacja nie jest wprost wymieniona w katalogu, choć orzecznictwo — m.in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z 2018 r. w sprawie o znieważenie pomnika UPA w Hruszowicach — wskazywało, że czyny UPA na Wołyniu mogą być kwalifikowane jako zbrodnie przeciwko narodowi polskiemu w rozumieniu art. 6 tej ustawy.

Trzeci poziom — i chyba najciekawszy z punktu widzenia prawnika — to art. 256 i 257 Kodeksu karnego. Art. 256 § 1 k.k. penalizuje propagowanie faszyzmu lub innego ustroju totalitarnego. Art. 257 k.k. — publiczne znieważanie grupy ludności z powodu przynależności narodowej. Czy pochwała UPA może być uznana za propagowanie ustroju totalitarnego? Tu doktryna jest podzielona. Prof. Marek Mozgawa w komentarzu do Kodeksu karnego (Wolters Kluwer, 2022) wskazuje, że pojęcie „innego ustroju totalitarnego" należy interpretować zawężająco — chodzi o ustrój państwowy, a nie o działalność organizacji paramilitarnej. Z kolei prof. Ryszard Stefański (C.H. Beck, 2021) dopuszcza szerszą interpretację, w której symbolika organizacji stosujących ludobójstwo może być traktowana jako element propagandy totalitarnej.

I tu dochodzimy do sedna problemu, który wymyka się prostej kwalifikacji. Uchwała lwowskiej rady obwodowej nie jest czynem popełnionym na terytorium Polski. Polska jurysdykcja karna opiera się na zasadzie terytorialności (art. 5 k.k.), a wyjątki — zasada obywatelska (art. 109 k.k.), zasada ochronna (art. 110 k.k.) — mają zastosowanie do obywateli polskich albo do czynów wymierzonych w interes Polski. Czy uchwała ukraińskiego organu samorządowego godzi w interes Polski w rozumieniu art. 110 k.k.? Teoretycznie można by dyskutować, ale w praktyce prokuratura nie wszczęłaby postępowania przeciwko członkom rady obwodowej we Lwowie, bo to prowadziłoby do absurdalnych konsekwencji dyplomatycznych.

Porównanie stanowisk — doktryna kontra praktyka, Polska kontra Ukraina

Po stronie polskiej mamy do czynienia z dwoma zasadniczymi stanowiskami, które warto sobie jasno nazwać.

Stanowisko pierwsze — „realizm państwowy" — reprezentowane m.in. przez środowiska związane z byłym MSZ w okresie rządów PO-PSL, ale też obecnie przez część ekspertów ds. bezpieczeństwa (np. dr hab. Sławomir Dębski, były dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych). Głosi ono, że w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę wszelkie spory historyczne należy zamrozić. Uchwała lwowska jest „wewnętrzną sprawą Ukrainy", a polska odpowiedź powinna być dyplomatyczna, wyciszona, oparta na kanałach roboczych. Sankcje kulturalne czy polityczne wobec Ukrainy byłyby wodą na młyn Kremla.

Stanowisko drugie — „prawda i pamięć" — reprezentowane m.in. przez środowiska IPN, część prawicy, ale też część lewicy (np. środowisko „Krytyki Politycznej" w nieco innym kontekście). Głosi ono, że nie ma bezpieczeństwa bez prawdy. Jeśli Ukraina chce być częścią Zachodu, musi rozliczyć się z UPA tak, jak Niemcy rozliczyły się z nazizmem. Uchwała lwowska to test dla Kijowa — czy Kijów jest w stanie zdystansować się od decyzji samorządu obwodowego, czy nie.

Po stronie ukraińskiej mamy z kolei problem braku jednej narracji. Dla Ukraińców UPA to — w dużej mierze — formacja, która walczyła o niepodległość z Sowietami, a następnie z Polakami, których postrzegano jako sojuszników Moskwy. To narracja, którą przez dekady kształtowała sowiecka i postsowiecka historiografia, ale też — co trzeba uczciwie powiedzieć — realna trauma ukraińskiej wsi wołyńskiej, gdzie w latach 1943–1944 dochodziło do wzajemnych czystek. Ukraiński Instytut Pamięci Narodowej (УІНП) w swoich publikacjach z lat 2015–2020 konsekwentnie określa UPA jako „formację, która walczyła o niepodległość Ukrainy", ale jednocześnie — co ważne — w tomie „Wołyń 1943" z 2019 r. przyznaje, że „po stronie ukraińskiej miały miejsce zbrodnie na ludności polskiej, których nie można usprawiedliwiać walką o niepodległość".

Problem w tym, że uchwała lwowska nie zawiera żadnego elementu rozliczeniowego. Nie mówi o ofiarach polskich, nie mówi o odpowiedzialności, nie mówi o potrzebie pojednania. Mówi o „upamiętnieniu". I to jest, moim zdaniem, kluczowy błąd — nie sama decyzja, ale jej treść.

Aspekt praktyczny — co to oznacza dla Kowalskiego i Kowalczuka

Dla przeciętnego Polaka uchwała lwowska nie ma żadnych bezpośrednich skutków prawnych. Nie wpływa na ważność aktów stanu cywilnego, nie wpływa na stosunki pracy, nie wpływa na podatki. Ale ma skutki pośrednie, i to poważne.

Po pierwsze, dla Ukraińców mieszkających w Polsce — a jest ich, według danych GUS za 2025 r., około 1,2–1,5 miliona — uchwała tworzy dodatkowe napięcie w miejscu pracy i w przestrzeni publicznej. Pracodawca, który wczoraj zatrudniał Ukraińca, dzisiaj czyta w internecie komentarze typu „jak możecie zatrudniać banderowców". To nie jest abstrakcja — to realny mechanizm stygmatyzacji, który może prowadzić do naruszenia art. 11¹ Kodeksu pracy (równe traktowanie) oraz art. 32 Konstytucji RP (równość wobec prawa). Jeśli pracodawca odmawia zatrudnienia Ukraińca z powodu narodowości, mamy do czynienia z dyskryminacją bezpośrednią w rozumieniu art. 3 ust. 2 ustawy z 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (Dz.U. 2010 nr 254 poz. 1700).

Po drugie, dla polskich przedsiębiorców prowadzących działalność na Ukrainie uchwała może oznaczać dodatkowe ryzyko regulacyjne. Jeśli relacje polsko-ukraińskie się pogorszą, mogą zostać zawieszone lub opóźnione niektóre programy wsparcia dla inwestycji, np. w ramach Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. To już nie jest hipoteza — w 2018 r., po kryzysie wokół ustawy o IPN, doszło do czasowego wstrzymania niektórych projektów.

Po trzecie, dla osób planujących podróże na Ukrainę — uchwała może wpłynąć na atmosferę wokół polskich turystów w regionie lwowskim. Nie chodzi o bezpośrednie zagrożenie bezpieczeństwa, ale o komfort psychiczny i potencjalne nieprzyjemności w kontaktach z lokalną administracją.

Opinia Libacjusza — bez owijania w bawełnę

Powiem tak, i pewnie narobię sobie wrogów po obu stronach.

Po stronie ukraińskiej widzę brak elementarnej empatii historycznej. Nie chodzi mi o to, że Ukraińcy mają czcić Szuchewycza jako zbrodniarza — bo dla nich jest on symbolem walki o niepodległość. Chodzi o to, że ogłaszanie „Roku UPA" w regionie, który graniczy z Polską, i to w momencie, gdy Polska przyjęła ponad milion ukraińskich uchodźców, jest polityczną nieostrożnością, a być może nawet polityczną głupotą. Nie można jednocześnie prosić o pomoc i prowokować sojusznika. To nie jest kwestia prawna, to kwestia zdrowego rozsądku.

Po stronie polskiej widzę z kolei hipokryzję. Ci sami politycy, którzy dzisiaj grzmią o „banderowcach", przez lata nie potrafili przeprowadzić rzetelnej debaty o polskich zbrodniach na Ukraińcach — bo takie też były, choć w mniejszej skali — ani o polskiej kolaboracji z nazistami w okresie okupacji. Pamięć historyczna nie może być wybiórcza. Jeśli chcemy rozliczać Ukraińców z UPA, musimy być gotowi rozliczyć się z AK i NSZ, które też mają na sumieniu czyny, o których nie mówimy w podręcznikach.

I wreszcie kwestia rosyjska. Jewgienij, taksówkarz z sondy WP, ma rację. Rosyjska propaganda zrobiła już z tej uchwały użytek, zanim jeszcze zdążyliśmy o niej porozmawiać. Kreml od lat inwestuje w podsycanie polsko-ukraińskich napięć historycznych, bo to najtańszy sposób na osłabienie Zachodu. I niestety — uchwała lwowska jest prezentem, którego Rosja nie musiała nawet prosić.

Konkluzja

Uchwała Lwowskiej Rady Obwodowej o „Roku UPA" to akt prawnie nieszkodliwy, ale politycznie szkodliwy. Nie ma podstaw do jej zaskarżenia przed polskim sądem. Nie ma podstaw do wszczęcia postępowania karnego przeciwko jej autorom. Ale ma realne konsekwencje dla atmosfery relacji polsko-ukraińskich.

Prognozuję, że w najbliższych miesiącach zobaczymy dwa scenariusze. Albo Kijów zdystansuje się od uchwały — jak to zrobił w 2018 r. w sprawie ustawy o IPN, gdy Andrij Parubij wezwał do „spokoju i dialogu" — i sprawa wygaśnie. Albo — co bardziej prawdopodobne — uchwała stanie się elementem polskiej kampanii politycznej, a Ukraińcy w Polsce odczują to na własnej skórze.

Jako prawnik powiem jedno: prawo nie rozwiąże problemu pamięci. Może tylko stworzyć ramy, w których da się rozmawiać. Ale rozmowa musi być szczera po obu stronach. A na razie — po obu stronach widzę głównie krzyki.

I tyle w temacie. Do następnego razu.


Źródła: - [wiadomosci_wp] Rok UPA we Lwowie. Co na to Ukraińcy mieszkający w Polsce?: https://wiadomosci.wp.pl/rok-upa-we-lwowie-co-na-to-ukraincy-mieszkajacy-w-polsce-7342909931749953v - Ustawa z dnia 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej — Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz.U. 1998 nr 155 poz. 1016, ze zm.) - Ustawa z dnia 6 czerwca 1997 r. — Kodeks karny (Dz.U. 1997 nr 88 poz. 553, ze zm.) - Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. — Kodeks pracy (Dz.U. 1974 nr 24 poz. 141, ze zm.) - Ustawa z dnia 3 grudnia 2010 r. o wdrożeniu niektórych przepisów Unii Europejskiej w zakresie równego traktowania (Dz.U. 2010 nr 254 poz. 1700) - Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. (Dz.U. 1997 nr 78 poz. 483) - Traktat między Rzecząpospolitą Polską a Ukrainą o dobrym sąsiedztwie, przyjaznych stosunkach i współpracy, podpisany w Warszawie dnia 18 maja 1992 r. (Dz.U. 1993 nr 125 poz. 573) - Ustawa Ukrainy „O samorządzie lokalnym w Ukrainie" z 21 maja 1997 r. (Відомості Верховної Ради України, 1997, № 24, ст. 170) - Publikacje Ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (УІНП), w tym tom „Wołyń 1943" (2019)


Powyższy artykuł ma charakter informacyjny i edukacyjny — nie stanowi porady prawnej.

Tagi: upahistoriaprawo międzynarodowepolska-ukrainapamięć