Progi podatkowe po nowemu, czyli Sejm gra w trzy stawki. A Ty w co grasz?
Wprowadzenie
Bywają reformy podatkowe, które przechodzą niemal bez echa, bo dotyczą garstki podatników. A bywają takie, które dotykają portfeli milionów Polaków jednocześnie. Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz ustawy o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne, którą Sejm właśnie przyjął, należy bez wątpienia do tej drugiej kategorii. Przeciw było 58 posłów, 135 wstrzymało się od głosu — wynik, który sam w sobie powinien dać do myślenia. Bo gdy przy tak fundamentalnej zmianie ponad stu parlamentarzystów nie chce wziąć za nią odpowiedzialności, to znaczy, że coś tu śmierdzi. I to nie tylko fiskalizmem.
Mówimy przecież o zmianie architektury skali podatkowej, która obowiązuje — w różnych wariantach — od dekad. Dotychczasowy układ był prosty jak drut: 12 proc. do 120 tys. zł, potem 32 proc. od nadwyżki. Banalnie, ale przewidywalnie. Nowy układ to już nie dwie, a trzy stawki: 12 proc. do 130 tys. zł, 24 proc. dla dochodu w przedziale od ponad 130 tys. do 150 tys. zł oraz 32 proc. powyżej 150 tys. zł. Do tego podniesiona danina solidarnościowa, wyższy CIT dla największych graczy i radykalne obniżenie limitu ryczałtu. Jednym zdaniem: to nie jest „podwyższenie progu". To jest przeprojektowanie systemu. A jak każdy prawnik wie, diabeł tkwi w szczegółach — i to nie w tych, o których krzyczą nagłówki.
Analiza prawna — czyli co tak naprawdę uchwalono
Zacznijmy od materii ustawowej. Nowelizacja nowelizuje trzy ustawy: ustawę z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (Dz.U. z 2025 r. poz. 163 ze zm., dalej: „ustawa PIT"), ustawę z dnia 15 lutego 1992 r. o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. z 2025 r. poz. 278 ze zm., dalej: „ustawa CIT") oraz ustawę z dnia 20 listopada 1998 r. o zryczałtowanym podatku dochodowym od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne (Dz.U. z 2025 r. poz. 843 ze zm., dalej: „ustawa o ryczałcie"). Sam fakt, że jedną ustawą nowelizuje się trzy akty prawne z trzech różnych reżimów podatkowych, jest symptomatyczny — mamy do czynienia z pakietem, nie z punktową korektą.
Zacznijmy od skali. Kluczowy dla PIT jest art. 27 ust. 1 ustawy PIT, który zawiera tzw. skalę podatkową. Dotychczasowa konstrukcja przewidywała dwie stawki: 12 proc. dla podstawy obliczenia podatku do kwoty 120 000 zł oraz 32 proc. od nadwyżki ponad tę kwotę. Ustawodawca operował więc mechanizmem dwustopniowym z jednym progiem. Po nowelizacji mamy mechanizm trójstopniowy z dwoma progami: 12 proc. do 130 000 zł, 24 proc. w przedziale od ponad 130 000 zł do 150 000 zł oraz 32 proc. od nadwyżki ponad 150 000 zł.
I tu pierwsza uwaga czysto techniczna, którą przeciętny komentator pomija. Kwota wolna od podatku pozostaje bez zmian — nadal 30 000 zł na podstawie art. 27 ust. 1a ustawy PIT, w związku z art. 27 ust. 1 tej ustawy. To istotne, bo wielu podatników intuicyjnie myli kwotę wolną z progiem podatkowym. Kwota wolna to ta część dochodu, od której w ogóle nie płacimy podatku. Próg to granica, po przekroczeniu której zmienia się stawka. Te dwie instytucje mają różne funkcje i różne skutki dystrybucyjne. Podwyższenie progu ze 120 do 130 tys. zł nie oznacza, że „biedniejsi zapłacą mniej" w sensie kwotowym w sposób spektakularny — oznacza, że więcej osób z klasy średniej nie wpadnie w najwyższą stawkę.
Druga kwestia: danina solidarnościowa. To instytucja wprowadzona ustawą z dnia 23 października 2018 r. o Solidarnościowym Funduszu Wsparcia Osób Niepełnosprawnych (Dz.U. z 2018 r. poz. 2192 ze zm.), uregulowana w art. 30h ustawy PIT. Danina wynosi 4 proc. podstawy jej obliczenia, którą stanowi nadwyżka dochodu ponad 1 000 000 zł. Projekt przewiduje podniesienie tej stawki do 5 proc. W 2024 r. daninę tę płaciło — jak podało Ministerstwo Finansów — 39 tys. osób. To wąska grupa, ale przy stawce 5 proc. zamiast 4 proc. daje to realny zastrzyk dla budżetu. I tu pojawia się pytanie natury ustrojowej: czy danina solidarnościowa, która miała być „tymczasowa" i „solidarnościowa", nie staje się po cichu stałym elementem systemu? Historia zna wiele „tymczasowych" podatków, które przetrwały swoje macierzyste rządy. Akcyza od wódki też miała być tymczasowa. Mam wrażenie, że mamy do czynienia z klasycznym mechanizmem „pełzania fiskalnego".
Trzecia kwestia, najbardziej kontrowersyjna — CIT. Stawka podatku dochodowego od osób prawnych dla podatników, których przychody z poprzedniego roku przekroczyły 50 mln euro, wzrasta z 19 proc. do 22 proc. Podstawa prawna to art. 19 ust. 1 pkt 1 i ust. 1a ustawy CIT. I tu kluczowe zastrzeżenie: banki zostały wyłączone z tej zmiany, ponieważ CIT płacony przez nie został już podwyższony w innej ustawie — mowa tu o tzw. podatku od nadmiarowych zysków banków, wprowadzonym ustawą z dnia 7 października 2022 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2022 r. poz. 2105). To wyłączenie jest logiczne z punktu widzenia unikania podwójnego opodatkowania, ale pokazuje też, że ustawodawca działa wybiórczo — raz obciąża banki, raz największe firmy, raz najbogatszych. Nie ma tu żadnej spójnej doktryny, jest taktyka budżetowa.
Czwarta kwestia — ryczałt. Limit przychodów warunkujących możliwość wyboru opodatkowania ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych zostaje obniżony z 2 mln euro do 250 tys. euro. To radykalne cięcie — ośmiokrotne. Dodatkowo stawka 17 proc. będzie stosowana dla nadwyżki przychodów osiągniętych w trakcie roku ponad 300 tys. euro. Podstawa prawna: art. 6 ust. 1 oraz art. 12 ustawy o ryczałcie. To uderza w małych i średnich przedsiębiorców, którzy dotąd korzystali z ryczałtu jako prostszej i często korzystniejszej formy opodatkowania. Obniżenie limitu z 2 mln do 250 tys. euro oznacza, że tysiące firm będą musiały przejść na skalę podatkową lub podatek liniowy — z całą biurokracją, jaką to za sobą pociąga. To nie jest neutralna zmiana techniczna. To zmiana filozofii opodatkowania działalności gospodarczej.
I wreszcie kwestia wejścia w życie: 1 stycznia 2027 r. To odległy termin, co ma swoje plusy (czas na przygotowanie) i minusy (niepewność legislacyjna — ustawa może jeszcze zostać zmieniona, zawetowana, zaskarżona do Trybunału Konstytucyjnego).
Porównanie stanowisk — doktryna kontra praktyka
W doktrynie prawa podatkowego od lat toczy się spór o to, czy progresja podatkowa jest w ogóle zgodna z zasadą sprawiedliwości podatkowej wyrażoną w art. 84 Konstytucji RP („Każdy jest obowiązany do ponoszenia ciężarów i świadczeń publicznych, w tym podatków, określonych w ustawie") w związku z art. 2 Konstytucji (zasada sprawiedliwości społecznej). Zwolennicy progresji argumentują, że jest ona wyrazem zasady zdolności płatniczej — kto zarabia więcej, powinien płacić proporcjonalnie więcej. Przeciwnicy wskazują, że progresja zniechęca do pracy, inwestycji i rozwoju, a w skrajnych przypadkach prowadzi do „efektu Laffera" — czyli do spadku wpływów budżetowych mimo wyższych stawek.
Trybunał Konstytucyjny wypowiadał się w tej materii kilkukrotnie. W wyroku z dnia 28 października 2015 r. (sygn. akt SK 59/13) TK badał konstytucyjność niektórych rozwiązań w zakresie opodatkowania dochodów z nieujawnionych źródeł. Z kolei w wyroku z dnia 11 lipca 2019 r. (sygn. akt SK 16/16) Trybunał analizował kwestię przedawnienia zobowiązań podatkowych. Nie ma natomiast — i to warto podkreślić — orzeczenia TK, które wprost przesądzałoby o niekonstytucyjności progresywnej skali podatkowej jako takiej. To pole pozostaje otwarte.
Z perspektywy praktyki gospodarczej najważniejszy jest jednak nie spór doktrynalny, lecz pytanie o efektywną stopę opodatkowania. I tu pojawia się kluczowa obserwacja: nowa trzystopniowa skala jest w istocie bardziej progresywna niż dotychczasowa dwustopniowa. Dlaczego? Bo wprowadza dodatkowy „uskok" w przedziale 130-150 tys. zł. Dotychczas osoba zarabiająca 140 tys. zł płaciła 12 proc. od 120 tys. i 32 proc. od 20 tys. nadwyżki. Po zmianie zapłaci 12 proc. od 130 tys. i 24 proc. od 10 tys. nadwyżki. Brzmi korzystnie? Policzmy.
Dotychczas: 12 proc. × 120 000 = 14 400 zł; 32 proc. × 20 000 = 6 400 zł. Razem: 20 800 zł. Po zmianie: 12 proc. × 130 000 = 15 600 zł; 24 proc. × 10 000 = 2 400 zł. Razem: 18 000 zł.
Oszczędność: 2 800 zł rocznie. Ale to tylko dla dochodu 140 tys. zł. Dla dochodu 200 tys. zł sytuacja wygląda już inaczej: dotychczas 12 proc. × 120 000 = 14 400 zł; 32 proc. × 80 000 = 25 600 zł. Razem: 40 000 zł. Po zmianie: 12 proc. × 130 000 = 15 600 zł; 24 proc. × 20 000 = 4 800 zł; 32 proc. × 50 000 = 16 000 zł. Razem: 36 400 zł. Oszczędność: 3 600 zł. Czyli nawet najbogatsi zyskują — pytanie tylko, czy to sprawiedliwe, skoro jednocześnie podnosi się im daninę solidarnościową.
A co z CIT? Podwyżka z 19 do 22 proc. dla firm z przychodami powyżej 50 mln euro to wzrost efektywnego obciążenia o blisko 16 proc. W połączeniu z podwyżką daniny solidarnościowej i zmianami w ryczałcie mamy do czynienia z pakietem, który — w zależności od perspektywy — można nazwać „sprawiedliwością społeczną" albo „duszeniem przedsiębiorczości". Prawda, jak zwykle, leży pośrodku, ale bliżej tego drugiego.
Aspekt praktyczny — co to oznacza dla Kowalskiego i dla firmy
Dla pracownika na etacie zarabiającego do 130 tys. zł rocznie — nic się nie zmienia. Stawka 12 proc. pozostaje. Dla osoby zarabiającej między 130 a 150 tys. zł — zysk, bo zamiast 32 proc. zapłaci 24 proc. od nadwyżki. Dla osoby zarabiającej powyżej 150 tys. zł — sytuacja się komplikuje: z jednej strony korzysta z niższej stawki w przedziale 130-150 tys., z drugiej — płaci 32 proc. od nadwyżki powyżej 150 tys., a jeśli jej dochód przekracza 1 mln zł, dochodzi 5 proc. daniny solidarnościowej.
Dla przedsiębiorcy na ryczałcie — zmiana drastyczna. Limit spada z 2 mln do 250 tys. euro. To oznacza, że wielu dotychczasowych ryczałtowców będzie musiało przejść na skalę lub liniowy. A to oznacza: księgowość, KPiR, składki zdrowotne liczone od dochodu, wyższe koszty obsługi. Dla wielu małych firm to egzystencjalne wyzwanie.
Dla spółki z przychodami powyżej 50 mln euro — CIT rośnie o 3 pkt proc. To realny koszt. Przy 100 mln zł dochodu to dodatkowe 3 mln zł podatku rocznie. Czy to dużo? Dla dużej firmy — zauważalnie. Czy to sprawi, że firmy będą uciekać z Polski? Nie od razu. Ale w perspektywie kilku lat — może.
Opinia Libacjusza
Powiem wprost: to jest podwyżka podatków przebrana za reformę. Nazywanie tego „podniesieniem progu" jest manipulacją językową. Bo owszem, próg rośnie — ale równocześnie pojawia się nowa stawka 24 proc., podnosi się danina solidarnościowa, rośnie CIT i drastycznie spada limit ryczałtu. To nie jest reforma neutralna. To jest reforma, która ma przynieść budżetowi dodatkowe miliardy, a przy okazji — co typowe dla tego rządu — sprzedaje się ją jako „ulżenie" klasie średniej.
I tu muszę być bezwzględny: klasa średnia w Polsce jest ofiarą tego systemu. Zarabia za dużo, by korzystać z przywilejów socjalnych, i za mało, by uciekać w optymalizację podatkową. Nowa trzystopniowa skala w przedziale 130-150 tys. zł to próba złagodzenia tego problemu, ale połowiczna. Bo prawdziwy problem to nie próg 120 czy 130 tys., lecz to, że w Polsce klin podatkowy na pracy jest jednym z najwyższych w OECD. I żadna zmiana progów tego nie naprawi.
Z drugiej strony — nie będę hipokrytą. Podwyższenie daniny solidarnościowej i CIT dla największych firm to rozwiązania, które mają swoje uzasadnienie fiskalne. Państwo potrzebuje pieniędzy na obronność, służbę zdrowia, edukację. Ktoś musi za to zapłacić. Pytanie tylko, czy sprawiedliwe jest, by płacili najbogatsi, czy by płacili wszyscy proporcjonalnie. To pytanie natury ustrojowej, nie tylko podatkowej.
Ale jedno jest pewne: 58 posłów przeciw i 135 wstrzymujących się to sygnał, że nawet w samej koalicji nie ma zgody co do tego pakietu. To nie jest dobry prognostyk. Ustawa wchodzi w życie 1 stycznia 2027 r., a do tego czasu może się jeszcze wiele zmienić. I szczerze mówiąc — powinno.
Konkluzja
Nowe progi podatkowe to reforma, która — wbrew pozorom — nie jest ani prosta, ani neutralna. Podnosi pierwszy próg do 130 tys. zł, wprowadza nową stawkę 24 proc. w przedziale 130-150 tys. zł, utrzymuje 32 proc. powyżej 150 tys. zł, podnosi daninę solidarnościową z 4 do 5 proc., podwyższa CIT dla największych firm z 19 do 22 proc. i radykalnie obniża limit ryczałtu z 2 mln do 250 tys. euro. Wejście w życie: 1 stycznia 2027 r.
Prognoza? Budżet zyska, klasa średnia zyska nieco, najbogatsi i największe firmy stracą, a ryczałtowcy będą musieli się przekwalifikować. Czy to sprawiedliwe? To zależy od tego, co rozumiemy przez sprawiedliwość. Ja rozumiem ją jako proporcjonalność i przewidywalność. I dlatego twierdzę, że ta reforma jest bardziej fiskalna niż sprawiedliwa. Ale to już temat na inny felieton.
Źródła: - [rmf_polska] Nowe progi podatkowe. Sejm zagłosował „za": https://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-nowe-progi-podatkowe-sejm-zaglosowal-za,nIdn,1023060 - [interia_biznes] Sejm przyjął zmiany w podatkach. Zmieniają się progi podatkowe: https://biznes.interia.pl/podatki/news-duze-zmiany-w-podatkach-sejm-podjal-decyzje,nId,23562505
Powyższy artykuł ma charakter informacyjny i edukacyjny — nie stanowi porady prawnej.