Przejdź do treści
konsument

Amulet na drona, maść na dżumę. Gdzie kończy się wiara, a zaczyna handel?

Libacjusz 11 października 2026
Amulet na drona, maść na dżumę. Gdzie kończy się wiara, a zaczyna handel?

Wprowadzenie

Wiara od zawsze szła w parze z towarem: świeczki, obrazki, różańce, woda święcona w plastikowych butelkach w kształcie Matki Boskiej. Nikt rozsądny nie robi z tego zarzutu. Historia z okupowanego Ługańska ma jednak inną skalę i inny rodzaj cynizmu.

Według doniesień ukraińskiej agencji Ukrinform, opartych na kanale Mariupol.Opór w Telegramie, w soborze św. Aleksandra Newskiego w Ługańsku ruszył kram dla rosyjskich żołnierzy. Oferta obejmuje:

  • „pierścienie na drony”, które mają odstraszać wrogie bezzałogowce,
  • talizmany gwarantujące „niebiańską ochronę”,
  • maść z żywicy cedrowej, która rzekomo odpędza dżumę.

Ceny mają się mieścić między kilkuset a niemal sześcioma tysiącami rubli, czyli według przeliczenia z artykułu od ok. 23 do blisko 300 złotych. Sprzedaż ruszyła tuż po doniesieniach o tajemniczej śmierci laborantki w instytucie przeciwdżumowym na Syberii. Strach przed zarazą spotkał się więc ze strachem przed dronem.

Zastrzeżenie: wszystko, co wiemy, pochodzi z drugiej ręki. To relacja medialna oparta na zdjęciach cenników i ulotek z kanału w mediach społecznościowych. Nie mam niezależnego potwierdzenia, że oferta wygląda dokładnie tak, jak opisano, ani kto za nią odpowiada. Piszę więc o tym, co by to znaczyło, gdyby doniesienia były prawdziwe, oraz o tym, jak polskie prawo traktuje podobne praktyki.

Temat ma też wymiar społeczny. Sprzedaje się tu nadzieję ludziom, którzy realnie ryzykują życie. Żołnierz na froncie, który wierzy, że pierścień za kilkaset rubli zatrzyma drona, może zrezygnować z zachowań, które faktycznie go chronią. Tu przestaje się mówić o folklorze, a zaczyna o odpowiedzialności.

Analiza prawna

Okupowany Ługańsk to nie polska jurysdykcja i polski sąd nie ukarze tamtejszych duchownych. Ale ta sama praktyka, przeniesiona do Polski, daje bardzo konkretne przypadki do analizy. Przejdźmy po kolei przez reżimy prawne.

1. Wolność religii i jej granice. Art. 53 Konstytucji RP gwarantuje wolność sumienia i religii, w tym prawo do praktykowania religii przez uczestnictwo w obrzędach, posiadanie świątyń i korzystanie z pomocy religijnej tam, gdzie się znajdujesz. Art. 53 ust. 5 przewiduje jednak, że wolność ujawniania religii może być ograniczona tylko ustawą i tylko wtedy, gdy jest to konieczne dla ochrony bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, zdrowia, moralności lub wolności i praw innych osób. Zdrowie i prawa innych osób to właśnie punkt zaczepienia dla naszej sprawy. Ustawa z 17 maja 1989 r. o gwarancjach wolności sumienia i wyznania gwarantuje kościołom i związkom wyznaniowym swobodę prowadzenia działalności, w tym także działalności gospodarczej na zasadach ogólnych (wyznaniowe osoby prawne mogą ją prowadzić). Z tego wynika wniosek, który wielu zaskakuje: sprzedaż dewocjonaliów nie jest czymś „poza prawem”. Podlega ogólnym regułom obrotu.

2. Oszustwo, art. 286 § 1 Kodeksu karnego. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do 8 lat. Kluczowe są tu zamiar bezpośredni i świadome wprowadzenie w błąd co do okoliczności faktycznej. Jeśli sprzedawca sam wierzy w moc pierścienia, brakuje zamiaru oszukańczego. Jeśli wie, że to ozdoba za kilkanaście złotych, a mimo to zapewnia o skuteczności wobec dronów, mamy klasyczny schemat oszustwa. W praktyce prokuratorskiej trudność polega właśnie na dowodzie zamiaru oraz na tym, czy zapewnienie o „niebiańskiej ochronie” jest twierdzeniem o faktach, czy deklaracją wiary, której nie da się zweryfikować. Orzecznictwo dotyczące wróżbiarstwa i usług ezoterycznych bywa niejednolite, więc nie podam tu numerów sygnatur, których nie mogę rzetelnie zweryfikować. Kierunek jest jednak widoczny: sądy badają, czy sprzedawca wykorzystał łatwowierność i podał nieprawdziwe informacje o realnych właściwościach towaru, a nie to, czy samo przekonanie religijne jest „prawdziwe”.

3. Nieuczciwe praktyki rynkowe. Ustawa z 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym zakazuje praktyk sprzecznych z dobrymi obyczajami, które istotnie zniekształcają zachowanie rynkowe przeciętnego konsumenta (art. 3 ust. 1). Szczególną kategorią są praktyki wprowadzające w błąd: działanie wprowadzające w błąd (art. 5), czyli podawanie nieprawdziwych informacji o właściwościach i skutkach towaru, oraz zaniechanie wprowadzające w błąd (art. 6). Zapewnienie, że pierścień „odstrasza drony”, jest twierdzeniem o skutku produktu. Żaden polski organ nie miałby kłopotu z uznaniem takiego przekazu za mogący wprowadzać w błąd. Prezes UOKiK może wszcząć postępowanie i nałożyć karę pieniężną. Najpoważniejsze naruszenia zbiorowych interesów konsumentów zagrożone są sankcją do 10% obrotu (art. 106 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów).

4. „Maść na dżumę” to wątek zdrowotny. To mocniejsza część sprawy. Ustawa z 6 września 2001 r. Prawo farmaceutyczne definiuje produkt leczniczy po części przez prezentację: substancja przedstawiana jako mająca właściwości zapobiegania chorobom lub ich leczenia jest produktem leczniczym, nawet jeśli faktycznie niczego nie leczy (art. 2 pkt 32). Skutek: taki produkt wymaga pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, a jego reklama podlega ograniczeniom (art. 52 i nast.). Maść z żywicy cedrowej reklamowana jako lek na dżumę byłaby w Polsce nielegalnym obrotem produktem leczniczym, co grozi odpowiedzialnością administracyjną i karną. Nie wchodząc w szczegóły poszczególnych przepisów: dżuma jest chorobą zakaźną objętą ustawą z 5 grudnia 2008 r. o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Pozorowanie „leczenia” chorób wysokiej zaraźliwości może opóźnić diagnozę i odizolowanie chorego, a więc zwiększyć ryzyko epidemiczne. Dla ustawodawcy to dużo poważniejsze zagrożenie niż strata kilkuset rubli.

5. Art. 160 Kodeksu karnego. Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze do 3 lat więzienia. Gdyby ktoś przekonał pacjenta lub żołnierza, że maść go „zabezpieczy”, i ten zrezygnował z szczepienia, izolacji czy leczenia, to teoretycznie otwiera się dyskusja o narażeniu. Dowód związku przyczynowego byłby jednak bardzo trudny.

6. Wymiar wojenny. Rzecz dzieje się na terytorium okupowanym. Prawo humanitarne, w szczególności regulamin haski z 1907 r. (art. 43), nakłada na okupanta obowiązek zapewnienia porządku i życia publicznego z poszanowaniem praw obowiązujących w kraju. Jeśli duchowni Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej wspierają armię agresora i zarabiają na jej morale, to pytanie o odpowiedzialność przesuwa się z handlu na współudział w kampanii wojennej, a to już temat dla prawa międzynarodowego, a nie dla UOKiK.

Porównanie stanowisk

Zderzają się tu dwa podejścia.

Pierwsze: „wiara to wiara, a amulet to symbol”. Zwolennicy takiego podejścia podkreślają, że dewocjonalia nie obiecują skutku materialnego, tylko duchowy. Kupujący wie, co kupuje, jak ktoś, kto kupuje różaniec albo medalik. Prawo nie powinno oceniać skuteczności modlitwy ani błogosławieństwa, bo państwo świeckie nie jest od rozstrzygania prawdy religijnej. To stanowisko ma mocne podstawy w art. 25 Konstytucji o bezstronności władz publicznych w sprawach przekonań religijnych.

Drugie: „twierdzenie o skutku materialnym to twierdzenie o faktach”. Doktryna prawa konsumenckiego i karnego odróżnia przekaz religijny („Bóg cię strzeże”) od przekazu handlowego („ten pierścień odstrasza drony”, „ta maść chroni przed dżumą”). Pierwszy należy do sfery wiary. Drugi to deklaracja o właściwościach rzeczy, którą można zweryfikować empirycznie, a w tym przypadku łatwo obalić. Zwolnienie go z kontroli tylko dlatego, że sprzedaje go duchowny, oznaczałoby uprzywilejowanie jednej grupy sprzedawców.

Praktyka organów zwykle idzie za drugim stanowiskiem, ale ostrożnie. Instytucje kontrolne niechętnie wchodzą na teren religii. Zwykle interweniują, gdy w grę wchodzi zdrowie albo wyraźne wyłudzenie od osób w trudnej sytuacji. Tu oba warunki są spełnione: zdrowie (dżuma) i okoliczności szczególnej podatności na wpływ (wojna).

Aspekt praktyczny

Co z tego wynika dla zwykłego Polaka, skoro nikt z nas nie kupi pierścienia z Ługańska?

  1. Sprawdzaj, co obiecuje sprzedawca. Jeśli produkt „chroni”, „leczy” albo „odstrasza” cokolwiek, a nie ma certyfikatu, atestu ani badań, to niezależnie od tego, kto sprzedaje, masz do czynienia z deklaracją, którą wolno ci zakwestionować. Konsument ma prawo do reklamacji (rękojmia, art. 556 i nast. Kodeksu cywilnego w zw. z ustawą o prawach konsumenta) oraz do zgłoszenia sprawy do inspekcji handlowej lub UOKiK.
  2. Zakupy online. W handlu na odległość przysługuje 14 dni na odstąpienie od umowy bez podania przyczyny (art. 27 ustawy o prawach konsumenta). Dotyczy to także „cudownych” gadżetów z internetu.
  3. Przedsiębiorcy. Jeśli prowadzisz sklep z dewocjonaliami, pamiątkami lub akcesoriami „energetycznymi”, pilnuj opisów. Zdanie „chroni przed chorobami” lub „odstrasza drony” może kosztować cię postępowanie UOKiK. Sformułowania typu „symbol”, „pamiątka”, „do osobistej modlitwy” są bezpieczne, bo nie obiecują skutku.
  4. Zdrowie. Przy objawach choroby zakaźnej żadna maść nie zastąpi lekarza. Ktoś, kto celowo odwodzi chorego od leczenia, może odpowiadać karnie.

Opinia Libacjusza

Powiem wprost: ten pomysł jest równie obrzydliwy, co przedsiębiorczy. Wojna uczy, że popyt na pewność jest nieskończony. Jeśli ktoś sprzedaje żołnierzowi pierścień na drony, to nie sprzedaje przedmiotu, tylko iluzję, że da się przeżyć, zapłacić i nie zmieniać nic więcej. A kiedy iluzja zawodzi, nie ma komu składać reklamacji.

Przy okazji pozwolę sobie na refleksję o Polsce. Lubimy mówić o innowacjach, ale wolimy copy-paste z Zachodu. Tutaj mamy odwrotny przykład: innowację, której nikt nie powinien kopiować. Prawo konsumenckie wystarczy, żeby rozprawić się z handlem „cudami”, tylko trzeba go egzekwować z odwagą, a nie czekać na wzorzec z Brukseli. UOKiK i inspekcja farmaceutyczna mają narzędzia. Brakuje woli, by ruszyć je także wtedy, gdy sprzedawca ma sutannę, a nie plakat w sklepie internetowym.

Nie mam też wątpliwości co do jednego: handel taki jest moralnie zły niezależnie od tego, czy prawo go zakazuje. Można szanować wiarę i jednocześnie nie pozwalać, by stała się alibi dla wyłudzania pieniędzy od ludzi, którzy boją się o życie.

Konkluzja

Wnioski są trzy.

  • Po pierwsze, prawo polskie nie zabrania sprzedaży dewocjonaliów, ale zabrania wprowadzania w błąd co do ich skutków. Granica biegnie między „Bóg ci pomoże” a „ten przedmiot gwarantuje skutek X”.
  • Po drugie, największe ryzyko prawne wiąże się z wątkiem zdrowotnym. Produkt reklamowany jako lek na chorobę zakaźną jest w Polsce produktem leczniczym ze wszystkimi tego konsekwencjami.
  • Po trzecie, mamy tu sprawę, która z perspektywy Ługańska jest raczej kwestią moralną i wojenną niż handlową. Odpowiedzialność za nią poniosą ci, którzy ją wykorzystują, ale nikt nie postawi ich przed sądem szybko.

Prognoza: takich „akcesoriów wojennych” będzie przybywać po wszystkich stronach konfliktów, a polskie organy kontrolne będą się z nimi zderzać coraz częściej, bo rynek wchłania wszystko, co obiecuje spokój. Kto chce mieć czyste ręce i spokojny sen, niech kupuje tylko to, co da się zmierzyć, zbadać i udowodnić.

Źródła

  • [wiadomosci_wp] "Pierścień na drony" i "maść na dżumę". Nowy biznes cerkwi w Ługańsku: https://wiadomosci.wp.pl/pierscien-na-drony-i-masc-na-dzume-nowy-biznes-cerkwi-w-lugansku-7338938423486912a
  • Konstytucja RP (art. 25, 53)
  • Kodeks karny (art. 160, 286)
  • Ustawa o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym (art. 3, 5, 6)
  • Ustawa Prawo farmaceutyczne (art. 2 pkt 32, art. 52 i nast.)
  • Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 r.
  • Ustawa o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi
  • Ustawa o prawach konsumenta (art. 27)
  • Regulamin haski z 1907 r. (art. 43)

Uwaga redakcyjna: baza wiedzy nie dostarczyła dla tego tekstu kontekstu prawnego, a wyszukiwanie dodatkowych źródeł nie dało wyników. Przepisy przywołuję z pamięci, bez sprawdzenia w aktualnych tekstach jednolitych. Numery artykułów warto zweryfikować przed powołaniem się na nie w praktyce. Nie podaję sygnatur orzeczeń, których nie mogłem zweryfikować.

Powyższy artykuł ma charakter informacyjny i edukacyjny — nie stanowi porady prawnej.

Tagi: wolność religiioszustwonieuczciwe praktyki rynkoweprawo farmaceutycznehandel dewocjonaliami