Sejm na czworakach: kiedy immunitet chroni, a kiedy powinien wstydzić
Wprowadzenie
Marcin Mastalerek, jeszcze do niedawna szef Kancelarii Prezydenta, oświadczył w TVN24, że nie zamierza startować w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Uzasadnienie było równie krótkie, co dosadne: „do szczekania się nie nadaję". Kontekst tej wypowiedzi to głośny incydent w Sejmie, w którym posłanka PiS Dominika Chorosińska miała naśladować szczekanie psa podczas wystąpienia wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza.
Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z anegdotą polityczną, materiałem na trzy akapity w portalu plotkarskim i tyle. Problem w tym, że za tą pozornie błahą sytuacją kryje się fundamentalne pytanie o granice immunitetu parlamentarnego, standardy kultury politycznej oraz — co najistotniejsze z perspektywy prawnika — o to, czy polski system prawny w ogóle dysponuje narzędziami, by reagować na degrengoladę obyczajów w najwyższym organie władzy ustawodawczej.
Bo choć „szczekanie" brzmi jak żart, to pytanie, czy takie zachowanie posła podczas obrad Sejmu narusza jakiekolwiek normy prawne, jest jak najbardziej poważne. I odpowiedź — jak to zwykle w prawie bywa — nie jest jednoznaczna.
Analiza prawna
Zacznijmy od fundamentu: art. 105 Konstytucji RP ustanawia immunitet parlamentarny, który w ust. 1 stanowi, że poseł nie może być pociągnięty do odpowiedzialności za swoją działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu poselskiego ani w czasie jego trwania, ani po jego wygaśnięciu. To immunitet materialny — chroni treść wypowiedzi i działań związanych z wykonywaniem mandatu.
Kluczowe pytanie brzmi jednak: czy naśladowanie szczekania psa podczas wystąpienia innego posła mieści się w pojęciu „działalności wchodzącej w zakres sprawowania mandatu poselskiego"? Doktryna prawa konstytucyjnego (por. L. Garlicki, komentarz do Konstytucji RP) wskazuje, że immunitet materialny obejmuje przede wszystkim wypowiedzi merytoryczne, głosowania, interpelacje — czyli działania mające jakikolwiek związek z procesem legislacyjnym lub kontrolnym. Trudno uznać, by symulowanie odgłosów zwierzęcych taki związek posiadało.
Tu jednak wkracza regulamin Sejmu, uchwalony 30 lipca 1992 r. Art. 172 tego regulaminu przewiduje, że Marszałek Sejmu czuwa nad porządkiem i spokojem podczas obrad, a w przypadku uchybienia przez posła powadze Sejmu, może przywołać go „do porządku", a przy powtarzających się uchybieniach — przywołać „do porządku z zapisaniem do protokołu" (art. 175 regulaminu). W skrajnych przypadkach, zgodnie z art. 178, Marszałek może wykluczyć posła z posiedzenia na czas określony, o czym decyduje Prezydium Sejmu.
Problem praktyczny polega na tym, że te instrumenty mają charakter dyscyplinarny wewnątrzparlamentarny, nie prawnokarny. Nie ma tu mowy o odpowiedzialności przed sądem powszechnym, bo działania posła na sali obrad — nawet te kuriozalne — pozostają pod ochroną immunitetu formalnego (art. 105 ust. 2-5 Konstytucji), który wymaga zgody Sejmu na pociągnięcie posła do odpowiedzialności karnej.
Co ciekawe, ustawa z dnia 9 maja 1996 r. o wykonywaniu mandatu posła i senatora w art. 6 wskazuje, że poseł powinien kierować się „dobrem Narodu" i „zasadami etyki poselskiej", ale te normy mają charakter deklaratywny, pozbawiony sankcji egzekwowalnej poza forum politycznym. Komisja Etyki Poselskiej, powołana na mocy regulaminu Sejmu, może co najwyżej wydać opinię lub wniosek o naganę — instrumenty o sile rażenia porównywalnej do upomnienia w formie SMS-a.
Porównanie stanowisk
W doktrynie prawa konstytucyjnego ścierają się dwa stanowiska. Pierwsze, bardziej liberalne (reprezentowane m.in. przez zwolenników szerokiej interpretacji swobody parlamentarnej), głosi, że sala sejmowa z natury rzeczy jest miejscem emocji, teatru politycznego, a nawet pewnej dozy groteski — i próba prawnego regulowania każdego incydentu byłaby zamachem na wolność debaty publicznej. W końcu Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 26 listopada 2001 r. (sygn. K 2/00) podkreślał szeroki zakres ochrony wypowiedzi parlamentarnych jako fundament demokracji parlamentarnej.
Drugie stanowisko, bardziej rygorystyczne, wskazuje na art. 30 Konstytucji (godność człowieka) oraz konieczność zachowania powagi organów władzy publicznej jako wartości konstytucyjnej samej w sobie. Zwolennicy tego podejścia — a do nich, jak się wydaje, należy sam Mastalerek — argumentują, że immunitet nie powinien być tarczą dla infantylnych zachowań, które degradują instytucję Sejmu w oczach obywateli.
W praktyce mamy więc sytuację, w której prawo formalnie milczy, a jedynym mechanizmem korekcyjnym pozostaje presja opinii publicznej i wewnętrzna dyscyplina partyjna — czyli narzędzia o wątpliwej skuteczności.
Aspekt praktyczny
Dla zwykłego obywatela ta sytuacja ma jedno praktyczne przełożenie: brak realnych konsekwencji prawnych za zachowania obniżające powagę Sejmu utrwala przekonanie, że politycy funkcjonują w innym reżimie odpowiedzialności niż reszta społeczeństwa. Pracownik, który podczas zebrania zarządu naśladowałby odgłosy zwierząt w trakcie wypowiedzi przełożonego, naraziłby się co najmniej na naganę dyscyplinarną, a w skrajnych przypadkach — na rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika (art. 52 Kodeksu pracy). Poseł ryzykuje najwyżej upomnienie od Marszałka.
Opinia Libacjusza
I tu dochodzimy do sedna sprawy, drodzy Czytelnicy. Mastalerek, mówiąc o niezdolności do „szczekania", w istocie formułuje diagnozę systemową, choć zapewne nieświadomie. Immunitet parlamentarny — instytucja stworzona po to, by chronić posłów przed represjami politycznymi ze strony władzy wykonawczej — został w polskiej praktyce wypaczony w tarczę ochronną dla zachowań, które nie mają nic wspólnego z wykonywaniem mandatu.
Uważam, że regulamin Sejmu wymaga pilnej nowelizacji, która wprowadziłaby realne sankcje finansowe za rażące naruszenia powagi obrad — na wzór rozwiązań stosowanych choćby w Bundestagu, gdzie Ordnungsgeld (kara porządkowa) może wynieść nawet kilka tysięcy euro. Polski model, oparty wyłącznie na „przywołaniu do porządku" i zapisach w protokole, jest reliktem myślenia, że sama symboliczna nagana wystarczy do dyscyplinowania dorosłych ludzi sprawujących władzę publiczną.
Konkluzja
Deklaracja Mastalerka to w gruncie rzeczy gorzki komentarz do stanu polskiego parlamentaryzmu — komentarz tym bardziej wymowny, że wygłoszony przez człowieka głęboko osadzonego w establishmencie politycznym. Prognozuję, że temat reformy regulaminu Sejmu w zakresie dyscypliny obrad będzie wracał przy każdej kolejnej kadencji, ale bez realnej woli politycznej większości sejmowej pozostanie martwym postulatem. Immunitet nadal będzie chronił nie tylko wolność słowa, ale i wolność do zachowań, za które w każdym innym środowisku zawodowym groziłyby realne konsekwencje.
Źródła
- [wiadomosci_wp] Mastalerek o starcie w wyborach. "Do szczekania się nie nadaję": https://wiadomosci.wp.pl/mastalerek-o-starcie-w-wyborach-do-szczekania-sie-nie-nadaje-7327268514433120a
- Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r., art. 30, art. 105
- Ustawa z dnia 9 maja 1996 r. o wykonywaniu mandatu posła i senatora (Dz.U. 1996 nr 73 poz. 350 z późn. zm.)
- Regulamin Sejmu RP z dnia 30 lipca 1992 r., art. 172, 175, 178
- Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 26 listopada 2001 r., sygn. K 2/00
- Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy, art. 52
Powyższy artykuł ma charakter informacyjny i edukacyjny — nie stanowi porady prawnej.